Drobiazgi

1. Alimenty, to nie zawsze znaczy to samo...

Jako rodzic "dochodzący" płaciłem oczywiście alimenty. Do tej pory o alimentach na tej stronie nie było, bo nie o pieniądze szło. Były różne ciekawe wątki w tej kwestii, jak np. komornik, który wszedł mi na pensję i konto, ponieważ zapłaciłem dwa dni po terminie. To że uprzedziłem o tym mamę, nie miało żadnego znaczenia dla Sądu, który podtrzymał decyzję. Teraz jednak warto pokazać, tendencyjność "wymiaru" również w tej kwestii. Płaciłem 1500zł miesięcznie, łącznie na oboje dzieci. Okazało się, że te same dzieci, mieszkające w tym samym miejscu, nie wymagają takiej kwoty, gdy płatnikiem ma być matka. Teraz wystarczy 800zł...

main photoUzasadnienie, paradoksalnie jest takie jak powinno być – bardzo wyważone. Sąd ostrożnie podszedł do sytuacji finansowej rodzica dochodzącego. Z troską zadbał o jego możliwości i egzystencję. Szkoda, że nie był taki troskliwy, gdy płatnikiem był ojciec. Postanowienie zażaliłem, w treści wykorzystując słowa zapisane przez Sądy w poprzednich rozprawach alimentacyjnych, przed zamianą ról. Wysłałem również całość do RPD, RPO i Pełnomocnika Rządu ds. równego traktowania. Cdn...

2. Kontakty dzieci z mamą, czyli samowolka... Sądu

Dzieci nie chcą spotykać się z mamą. Ich postawa nie wynika oczywiście z mojej "pracy" nad nimi a z wydarzeń, które miały miejsce, gdy dzieci mieszkały jeszcze z mamą i tego co zrobiła, po przeprowadzeniu się dzieci do mnie. Zaskakując wszystkich, po zmianie miejsca zamieszkania, bez jakiegokolwiek uprzedzenia dzieci, opuściła Włocławek i zamieszkała w Szczecinie. Ponieważ moja była żona z zasady nie rozmawia ze mną i fakt zmiany opieki, niczego w jej postawie nie zmienił, wystąpiła do Sądu o pomoc mediatora w odzyskaniu normalnych stosunków dziećmi. Ponieważ we wniosku pojawiło się, jak zwykle w takich sytuacjach, kilka faktów wyssanych z palca, odpowiedziałem na wniosek. Lektura odpowiedzi pozwoli zrozumieć, czemu dzieci, zachowują się tak, jak się zachowują wobec matki.

Co zrobił Sąd?

Sąd postanowił nie czytać wniosku i odpowiedzi na wniosek. Przypomnę – chodziło o pomoc mediatora, w odbudowaniu kontaktów, między mamą a dziećmi. Sąd niczym jasnowidz wiedział, że ojciec barbarzyńca, odgrywa się teraz na mamie i utrudnia bydlak kontakty. Sprawa potoczyła się w sposób zaskakujący dla obu stron – dostałem grzywnę w zawiasach. Mimo prób zwrócenia uwagi Przewodniczącej, jedyne co zyskałem, to ostrzeżenie o nałożeniu grzywny porządkowej. Ponoć "wykrzykiwałem" i "przekrzykiwałem" Sąd. Pani za zielonym stolikiem, była tak pewna, tego co robi, że jeszcze przed rozprawą w protokole rozprawy znalazły się słowa "Wnioskodawczyni wnosi o ukaranie uczestnika Arkadiusza za niewykonywanie kontaktów".

main photoZdanie takie na rozprawie nie padło, ani ze strony wnioskującej, ani nie zostało podyktowane do protokołu. Zażądałem sprostowania i uzupełnienia protokołu. Wystąpiłem o uzasadnienie, ponieważ jest bardzo oczywisty powód, do zażalenia tego wyroku. Kodeks Postępowania Cywilnego, zabrania Sądowi samowolki. Art. 321. §1. kpc - Sąd nie może wyrokować co do przedmiotu, który nie był objęty żądaniem, ani zasądzać ponad żądanie.

Co Sąd zrobić powinien?

Powinien pomóc matce, która nie rozumie, lub nie chce zrozumieć, co zrobiła. Rządza zemsty, zaślepiła Przewodniczącą i miast konstruktywnego kroku, prowadzącego do pomocy, o którą prosiła matka, jest kara dla ojca, który nie ma nic wspólnego ze sprawą. Sprawa wydaje się oczywista – poczekam na rozstrzygnięcia, dotyczące sprostowania i zażalenia. Całość materiału wyślę do RPO, RPD i Ministerstwa Sprawiedliwości. Zrobię wszystko, by Pani Sędzina Alicja Sabatowska odpowiedziała dyscyplinarnie, za swoje zachowanie. Cdn...

3. Pierwsze w życiu kolonie dzieci.

Szkoła organizuje kolonie letnie. Informację o tym fakcie do domu przyniosła Ala. Ewa G. oddając dzieci na weekend, wręczyła mi kartkę, twierdząc że jest to zaproszenie TYLKO dla Ali a Kacper nie chce jechać. W Warszawie okazało się, że Kacper chce jednak jechać a zaproszenie, jest po prostu ofertą. Zapytałem mailem, czy Ewa G. pozwoli wyjechać Kacprowi. Odpowiedzi nie uzyskałem i skierowałem do Sądu wniosek o wydanie decyzji w imieniu matki.

Sąd zarządził badania psychologiczne Kacpra (część: 1, 2). Rozprawa odbyła się 21.06.2010r. Mimo jednoznacznego wyniku badania psychologicznego, Ewa G. z uporem twierdziła, że Kacper jest niedojrzały i nie poradzi sobie na koloniach. Wyrok zapadł 30.06.2010r. Kacper jedzie na kolonie:). Sąd w ustnym uzasadnieniu wyraził dezaprobatę dla faktu braku porozumienia między rodzicami, w tak błahej sprawie, jak kolonie dzieci. Doszło wówczas do kuriozalnej sytuacji, kiedy to Sędzia prosiła Ewę G., by nie zażalała wyroku, mimo że ma takie prawo i pozwoliła Kacprowi wyjechać na kolonie! Ewa G. wykazała zrozumienie i zapewniła Sąd, że nie wniesie apelacji… Zasadne w tym momencie jest pytanie, po co było narażać Kacpra na stres związany z badaniem psychologicznym i wpędzać go w kompleksy, tłumacząc mu że może sobie na koloniach nie poradzić... Jak sobie poradził? Odpowiedź jest tutaj.

Pierwsze kolonie już za dziećmi. Wnioski – Kacper poradził sobie doskonale, był duszą towarzystwa, nawiązywał bez najmniejszych trudności kontakty. Wychowawcy byli nim zachwyceni. Ala wymagała odrobiny pomocy ze strony wychowawców. Oboje zadeklarowali jednak bez żadnych wątpliwości, że w przyszłym roku też jadą. Mam nadzieję, że tym razem bez pomocy Sądu...

Dzieci odebraliśmy z ośrodka, w którym odbyły się kolonie. Reszta grupy pojechała do Włocławka, my pojechaliśmy na nasze sierpniowe wakacje. Fotorelacja w galerii. Do spotkania (mojego i mojej obecnej żony) z dziećmi, doszło w ostatni wieczór przed końcem kolonii. Świadkami pierwszego kontaktu po 3 tygodniach byli opiekunowie. Następnego dnia rano, od organizatora kolonii dowiedziałem się, że dzieci wszystko wyprostowały. Byłem bowiem przedstawiony przez Ewę G. jako damski bokser i szantażysta. Obraz jaki opiekunowie zobaczyli przy powitaniu, został opisany przez Panią Edytę (organizatorkę koloni) bardzo plastycznie – "Kopary nam opadły":). Opiekunowie w komplecie pracują w Szkole Podstawowej, do której uczęszczają dzieci...

4. Zabawa w kotka i myszkę, czyli psycholog Aneta Sokołowska, prowadząca terapię Ali i Kacpra we Włocławku.

W styczniu 2009 r. spotkałem się z Panią psycholog Anetą Sokołowską, o której dowiedziałem się z wykazu kosztów, ponoszonych przez moją byłą żonę na dzieci. Spotkanie przebiegło w tzw. dobrej atmosferze, rozstaliśmy się z obietnicą ze strony Pani A.S. o przysłaniu informacji nt terapii na mojego emaila. Na wiosnę 2009r. terapia przestała być potrzebna (informacja od dzieci, że nie chodzą już do "Pani Anetki"), więc odpuściłem realizację obietnicy przez Panią A.S. Niestety po wakacjach, ponownie dzieci trafiły na terapię. Wysłałem do Pani psycholog Anety Sokołowskiej list z żądaniem. List wysłałem na 3 adresy, ogólnie dostępne w sieci WWW. List został odebrany tylko w jednym miejscu, przez osobę trzecią, w miejscu zatrudnienia Pani Anety Sokołowskiej.main photo Pozostałe wróciły - jeden z adnotacją o wyprowadzeniu się adresata (co zaskakujące, adres ten widnieje w nagłówku odpowiedzi (Pani A.S.), drugi z powodu nieodebrania w terminie. Ponieważ jeden z listów został odebrany, Pani psycholog odpisała. Treść listu podsumowałem w kolejnym liście do Pani A.S. List niestety nie został odebrany, mimo, że w rozmowie telefonicznej z Panią A.S. ustaliłem, na który adres mam list wysłać i przypomniałem o potrzebie jego odbioru dwoma sms-ami. Napisałem email i skierowałem go do wiadomości Przewodniczącej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Po tygodniu otrzymałem emailową odpowiedź. Odpowiedź mało merytoryczną, dlatego postanowiłem poszukać pomocy u osoby, która przynajmniej teoretycznie ma wpływ na pracę psychologów w Polsce. Wysłałem email do Przewodniczącej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego Pani Małgorzaty Toeplitz-Winiewskiej. Odpowiedzi nie otrzymałem. Wysłałem oficjalną skargę, na którą powinienem otrzymać oficjalną odpowiedź. W dniu 1.06.2010r. ponownie mailem zapytałem o losy skargi. Odpowiedzi nie ma do dzisiaj (25.08.2010r.)

Polskie Towarzystwo Psychologiczne, to organizacja, której jednym z zadań jest ocena negatywnych zachowań psychologów i reagowanie na takie przypadki. Tak mówi teoria. Z reakcji na mój wniosek, tzn. braku reakcji rozumiem, że Pani Małgorzata Toeplitz – Wiśniewska ma głęboko w tyle swoje obowiązki, wynikające wprost z ustawy. Zgodnie z nią, działania sprawdzające zasadność mojego wniosku, powinny zostać podjęte w ciągu 3 miesięcy. Minęło 7 miesięcy...

Paradoksalnie, na oficjalnej stronie PTT, w zakładce o Pani M. T.-W., można przeczytać: Główne obszary działalności zawodowej: Psychologia sądowa:- problematyka przestępczości nieletnich, agresja, agresywność problematyka etyki zawodowej psychologów>.

Sprawę niebawem skieruję do prokuratury, informując o możliwości popełnienia przestępstwa przez Panią Przewodniczącą Małgorzatę Toeplitz-Winiewską.

5. Rzecznik Praw Obywatelskich i Dziecka.

W związku z przygodami z Policją oraz incydentem w przedszkolu, skierowałem do Rzeczników pytania. Listy są identyczne, dlatego przywołuję jeden. Otrzymałem odpowiedzi od RPO i RPD, które mają część wspólną - są nie na temat. Dodatkowo Rzecznik Praw Dziecka w swoim liście wprowadza w błąd. Odpisałem RPO i RPD. Obaj Rzecznicy odpowiedzieli zgodnym chórem - WAL SIĘ (1 i 2).

6. Oskarżenie o groźby karalne 7.02.2008r.

W dniu 7.02.2008r. rano doszło do ostrej wymiany zdań między mną, Ewą G. i jej matką. Tematem był mój wyjazd z dziećmi w góry. Ewa G. nie zgadzała się na wyjazd ze względu na anginę dziecka. Argumenty, że lekarz, u którego byłem nie widzi przeciwwskazań w wyjeździe oraz poparta diagnoza, przez związaną z nami od lat lekarkę, nie przyniosły rezultatu. Podczas rozmowy doszło do szarpaniny, między mną a teściową. Szarpanina trwała kilkanaście sekund a jedynym jej powodem była próba odebrania okularów, które z nosa zdarła mi teściowa.main photo Przez wiele miesięcy po zdarzeniu, Ewa G. utrzymywała konsekwentnie, że podczas zdarzenia dusiłem jej matkę. Słowa takie zapisane są w protokołach z przesłuchań w sprawie rozwodowej. Na rozprawie opisanej w pkt. 2, jako jeden z argumentów, pojawiła się obdukcja teściowej. Nie ma tam słowa, na temat typowych dla duszenia obrażeń. Są za to obrażenia ręki, które jasno wskazuję, że moja wersja była prawdziwa. Żona zgłosiła sprawę na policję, twierdząc że groziłem jej śmiercią. Prokurator umorzył sprawę, ale Ewa G. odwołała się i Sąd zdecydował, że należy sprawę prowadzić dalej. Otrzymałem akt oskarżenia, z którego dowiedziałem się, że Ewa G. miała prawo czuć się zagrożona. Akt oskarżenia został oparty na zeznaniach Ewy G. i jej matki. W uzasadnieniu wyroku z pkt. 2 Sąd napisał, że nie dał wiary zeznaniom teściowej (była świadkiem oskarżonego). Ewa G. wielokrotnie podczas rozprawy rozwodowej potwierdziła, że nigdy nie doszło w naszym domu do rękoczynów, gwałtów i jakiegokolwiek naruszenia jej nietykalności. Sąd oparł się jednak tylko na zeznaniach obu pań i wydał wyrok w postępowaniu uproszczonym, skazując mnie na grzywnę. Złożyłem sprzeciw i 2.10.2009r. odbyła się rozprawa. Przybyli: pokrzywdzona Ewa G. i jej dwóch świadków (matka i brat). Świadkowie zostali przesłuchani i oboje... odmówili składania zeznań. Nie wiem czy zamierzali mi pomagać, czy powodowały nimi inne, nieznane mi powody. Faktem jest, że oskarżenie opiera się już tylko na zeznaniach mojej byłej żony. Kolejna rozprawa i wyrok w styczniu.

Mimo, że oskarżenie było oparte tylko i wyłącznie na słowach Ewy G. Sąd uznał mnie za winnego i skazał na grzywnę! Odwołałem się od wyroku i w drugiej instancji wygrałem. Sąd do końca wierzył Ewie G. uznał jednak, że moja postawa zarówno przed jak i po zdarzeniu jest nienaganna a jednostkowy przypadek, mógł w sposób znikomy i minimalny wpłynąć na poczucie strachu Ewy G. o życie. Ostatni powód, dla którego Ewa G. oficjalnie „musiała” uciekać z Warszawy upadł. Opiekunowie z kolonii widzieli prawdziwy powód ucieczki – uczucie, jakim mimo już ponad dwuletniej rozłąki darzą nas dzieci – nie umarło. Wręcz przeciwnie...

7. Pobicie we Włocławku 16.03.2008r.

16 marca (urodziny dzieci) żona poinformowała mnie telefonicznie, że podjęła decyzje o tym, iż pozostanie z dziećmi we Włocławku. W tym dniu udałem się do Włocławka. Chciałem zobaczyć dzieci i w dniu ich święta złożyć im życzenia i wręczyć prezenty. Na oczach dzieci w trakcie odwiedzin zostałem pobity przez brata Ewy G. i jej ojca. Interwencja policji zakończyła się wszczęciem postępowania i skierowaniem sprawy do prokuratury. Prokurator sprawę umorzył, moje odwołanie odrzucił i sprawę przekazał do Sądu. Sąd poparł stanowisko prokuratury i sprawę z oskarżenia publicznego zakończył. Założyłem sprawę cywilną i doprowadziłem do rozprawy. Nie obyło się bez przeszkód - Sąd próbował bezprawnie umorzyć postępowanie stwierdzając błędy formalne, odwołanie przyniosło pozytywną dla mnie decyzję i sprawa trafiła na wokandę.main photo Pierwsza rozprawa z mocy prawa była rozprawą pojednawczą. Na rozprawie stawił się teść, drugi oskarżony - brat Ewy G. uciekł za granicę i został wysłany za nim list gończy. Sąd pytał o możliwość polubownego załatwienia sprawy. Oskarżony nie widział możliwości pogodzenia się, ja oświadczyłem, że wycofam oskarżenie, jeśli dzieci z matką wrócą do Warszawy.Propozycja została odrzucona. Sprawa zakończyła się uznaniem teścia za winnego. Sąd zmienił również kwalifikację czynu na taki, który powinien być ścigany z oskarżenia publicznego. Ważne - teść nie został skazany. Nie został skazany mimo, że Sąd uznał go winnym zarzucanych czynów. Cieszy się mianem niewinnego obywatela, ponieważ wnosiłem o niekaranie a jedynie uznanie, że wypełnił znamiona przestępstwa opisanego w kodeksie karnym. Teść nie wniósł apelacji i wyrok stał się prawomocny. Dzieci mieszkają pod jednym dachem z człowiekiem, który ma prawomocny wyrok za pobicie.

8. Upublicznianie informacji z rozprawy niejawnej

Pod koniec listopada otrzymałem akt oskarżenia o przestępstwo z art. 241 §2kk (art. 241 § 1. Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. § 2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności.) Policjanci z dużym doświadczeniem, przesłuchujący mnie w związku z tą sprawą przyznali, że nigdy nie zdarzyło im się prowadzić postępowania w oparciu o wspomniany paragraf. Prokuratura umorzyła postępowanie po zawiadomieniu Ewy G. Ewa G. zażaliła umorzenie i Sąd przyznał jej rację zwracając akta do prokuratury, celem przeprowadzenia postępowania. Rozprawa odbyła się na zasadzie uproszczonej i zapadł wyrok - grzywna 300zł. Nie odwołałem się. W istocie dokumenty ujawniłem nie mając świadomości łamania prawa a że konsekwencje są nieistotne... Wprowadziłem cenzurę w skanach dokumentów. Strona nie jest poświęcona danym osobowym a problemowi traktowania dzieci przez polskie sądy, w sytuacji konfliktu rodziców. Na szczęście strony WWW nie chcą mi zamknąć...

9. Przedszkole 13.05.2009r.

13.05.2009r. w drodze do Torunia na spotkanie służbowe, przyjechałem do przedszkola. Przedstawiłem się i poprosiłem o sprowadzenie dzieci na 15min. Nie widzieliśmy się 5 tygodni z powodów opisanych w historii. Wyszła przedszkolanka i odmówiła sprowadzenia dzieci. Wyjaśniłem jej, że nie ma takiego prawa i musi mi je udostępnić. main photoMimo próby wejścia, siłą zmusiła mnie do opuszczenia przedszkola, zadzwoniłem na policję, która również odmówiła przyjęcia zgłoszenia. Zgłosiłem przestępstwo do prokuratury. Całkiem niedawno w tej sprawie zostałem przesłuchany, m.in. jako oskarżony o czynną napaść na funkcjonariusza publicznego. W dniu 25.08.2009 r. otrzymałem umorzenie zgłoszonego przeze mnie przestępstwa. Uzasadnienie umorzenia, to kolejne kuriozum (przywykłem). Prokurator stwierdził, że nie wolno mi było wejść do przedszkola, ponieważ 13.05.2009r. nie był dniem, w którym miałem zabezpieczony kontakt z dziećmi! A zachowanie przedszkolanki (użycie siły, by nie dopuścić mnie do dzieci), było właściwe, ponieważ rodzicom nie wolno przebywać na terenie sal! Scenariusz jest znany - odwołałem się od decyzji prokuratury, wykazując całkowity brak zrozumienia problemu, ta odmówiła podjęcia postępowania i skierowała sprawę do Sądu. Czekam na rozstrzygnięcie.. Przewiduję - Sąd poprze prokuraturę i pozostanie droga cywilna. Sprawa zakończy się w Sądzie z powództwa cywilnego. Jedną sprawę już tak wygrałem...

W wakacje 2009r. pisałem:

"W tej sprawie zapewne będzie drugi wątek - jestem oskarżony o naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego i informacji o umorzeniu tego postępowania nie dostałem, spodziewam się za to aktu oskarżenia." Oczywiście akt oskarżenia wpłynął do Sądu i rozprawa odbyła się. Sąd sprawę umorzył, podkreślając w uzasadnieniu ustnym znikomą, należy podkreślić słowo znikomą, społeczną szkodliwość czynu. Uznał jednocześnie, że przedszkolanka, powinna pozwolić mi na widzenie z dziećmi. Niebawem załączę skan z uzasadnienia tego wyroku. Co teraz zrobi ten sam Sąd z decyzją prokuratury, która umorzyła postępowanie przeciw przedszkolu, nie wiem.

10. Polemika z policją, na temat ich obowiązków.

17.04.2009r. rozpoczynał się kolejny weekend, przyjechałem i zastałem zamknięte drzwi. Pojechałem na Komendę Miejską Policji, by zgłosić utrudnianie kontaktów. Kobieta w dyżurce odmówiła przyjęcia takiego zgłoszenia, ponieważ... nie miałem przy sobie dokumentu, potwierdzającego zabezpieczenie. Moja propozycja, że złożę oświadczenie pod odpowiedzialnością karną, że takie zabezpieczenie istnieje pozostało bez echa. Złożyłem skargę na odmowę przyjęcia zgłoszenia i otrzymałem odpowiedź, w której podano nieprawdziwe fakty. Twierdzenie, że przyjmująca zgłoszenie nie przyjęła go, gdyż było nieprawomocne jest kłamstwem.> Nie rozmawialiśmy o charakterze decyzji, która pozwalała mi odebrać dzieci w tym dniu. Wniosek taki został wyciągnięty na podstawie dołączonego do skargi wyroku, który faktycznie był nieprawomocny, tyle tylko, że działało zabezpieczenie tymczasowe, o którym oświadczenie chciałem złożyć w dniu zdarzenia. W kolejnym piśmie, dołączyłem zabezpieczenie tymczasowe, które było prawomocne i doczekałem się kolejnej odpowiedzi. W piśmie tym, Policja ponownie skłamała, że nie powiadomiłem o posiadaniu stosownego zabezpieczenia, twierdząc, że poinformowałem, ale o nieprawomocnym. Innymi słowy, zataiłem przed policją fakt posiadania tytułu wykonawczego, robiąc sam sobie na złość! Logika godna... policjanta z kawałów, tylko że to nie są żarty a urzędowe pisma! Z pisma tego dowiedziałem się również, że w gruncie rzeczy to się czepiam, bo oni nie mają obowiązku w takich sytuacjach interweniować!> Skarga po raz drugi została odrzucona. Napisałem więc skargę do zwierzchnika Komendanta z Włocławka, czyli do Bydgoszczy. Odpowiedź, to kolejne kuriozum. Oczywiście Bydgoszcz nie stwierdziła uchybień w postępowaniu kumpli z Włocławka. Napisali jednak coś bardzo ciekawego - potwierdzili za Włocławkiem, że nie są organem egzekucyjnym i nie mają obowiązku interweniować, ale na żądanie Sądu mogą udzielić informacji o zgłaszanych interwencjach. Przypomnę, że piszą tutaj m. in. o tej interwencji, której zgłoszenia nie chcieli przyjąć! Odpisałem Komendantowi z prośbą o sprecyzowanie stanowiska. Doczekałem się odpowiedzi. Nagle okazało się, że notatka jednak powstała i może zostać wykorzystana przez Sąd. Potem w piśmie są bzdury, ale co tam, ważne że coś napisali. Nie pierwszy raz Państwo stawia absurdalną tezę w moim imieniu i udowadnia, że jest... absurdalna. W związku z odpowiedzią napisałem skargę do Komendanta Głównego Policji. Otrzymałem odpowiedź godną wieloletniego pensjonariusza zakładu zamkniętego. W skrócie, nic się nie stało, ale się stało, przepraszamy pana (zwracam uwagę, że po 6 miesiącach okazało się, że się stało i jest za co przepraszać), zapewniamy, że zostaną podjęte stosowne kroki... Nie odpisałem na to pismo kierując się zasadą: "Nigdy nie dyskutuj z idiotą. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu a potem pokona wcześniej zdobytym doświadczeniem".